miejsca

Koropiec

Rok 1939. Domy w Koropcu były lepione z gliny i kryte strzechą. Ściany ich malowano na kolor jasnoniebieski, a fundamenty i ziemię w mieszkaniu na żółty i ceglasty. Chaty malowano kolka razy w roku, więc zawsze wyglądały schludnie. Przed zimą stawiano jako ochronę przed mrozem zahatę: sięgające do strzechy przemyślnie poustawiane wokół każdego domu belki, za które kładziono w kilku warstwach słomę lub liście. W centrum Koropca stał wielki jak na owe czasy budynek murowany, w którym mieściły się dwa sklepy, przy skrzyżowaniu ulic prowadzących do czterech dzielnic: Łęgów, Przewoźca, Wagnerówki i Podciemnego… Ludność Koropca składała się z trzech narodowości – Ukraińców zwanych powszechnie Rusinami, Polaków i Żydów. Proporcjonalnie do liczby mieszkańców były w osiedlu dwie cerkwie (a w 1938 roku zaczęto budować trzecią), kościół i bożnica. Polacy z Rusinami żyli w symbiozie… Na Łęgach i Przewoźcu, gdzie mieszkało najwięcej Rusinów, działały czteroklasowe szkoły ruskie z obowiązkowymi lekcjami języka polskiego, a w centrum – siedmioklasowa szkoła polska, z obowiązkowymi lekcjami języka ruskiego. Była też szkoła żydowska, gdzie uczono tylko hebrajskiego. Na piętnaście wsi należących do gminy, szkoły polskie były tylko w Poźnikach, Nowosiółce i Horyhladach – bo tam mieszkała wyłącznie ludność polska. W pozostałych wsiach, w znacznej większości zamieszkałej przez Rusinów, szkoły były ruskie i uczęszczały do nich także dzieci polskie… Budynek Urzędu Gminnego, tak jak inne chaty, ulepiony był z gliny, kryty strzechą i z klepiskiem w środku. Personel składał się z wójta Polaka i sekretarza Rusina… Pieczę nad zdrowiem mieszkańców dzierżyło trzech lekarzy – polski, ruski i żydowski. Narodowość lekarzy była w tym wypadku sprawą drugorzędną, liczyło się przede wszystkim to, ile brali za usługę. Najbardziej wzięty był doktor Kronberg, bo brał trochę mniej, choć tylko od najbliższych sąsiadów i to w ścisłej tajemnicy, żeby nie robić konkurencji pozostałym. Powodzeniem cieszył się także Dieszek – zwykły ruski chłop, który liznął trochę medycyny w armii austriackiej, gdzie był sanitariuszem… Dzięki hrabiemu Stefanowi Badeniemu Koropiec był osadą wyjątkowo uprzywilejowaną. W jego majątku wielu ludzi znajdowało zatrudnienie. Wszyscy byli ubezpieczeni i dobrze opłacani; oprócz pensji brali też wynagrodzenie w naturze – mleko, zboże, siano… Na Świętego Mikołaja dzieci jego pracowników dostawały w prezencie skórzane buty i inne drogie prezenty. Żyli znacznie lepiej od zamożnych gospodarzy. Hrabia nie szczędził także pieniędzy dla dobra ogółu. Założył zapomogowo-pożyczkowA „Kasę Stefczyka”, z jego inicjatywy położono w osiedlu trotuary, zadbał o to, by uczniowie dostawali codziennie w szkole szklankę ciepłego mleka. Jego dzieci, Jaś i Zosia, nie gardziły towarzystwem dzieci z biednych rodzin i sierot…